::: JAK ZAMÓWIĆ nasze płyty?

>> kliknij

 

----------------

 

::: Co zrobić aby Koniec Świata zagrał w Twoim mieście?

>> kliknij

 

----------------

 

::: SUBSKRYPCJA Chcesz dostawać info o koncertach i nowościach na stronie? wyślij maila 

>> czepek

 

----------------

 

Kierunek Praga... (relacja z wyjazdu do Czech)

 

>> zobacz zdjęcia

>> zobacz film

  

            

Wyjechaliśmy około 11 w nocy i udaliśmy się w kierunku Pragi, jednym z naszych samochodów marki Skoda Felicja. W Pradze byliśmy około 5 rano, zaparkowaliśmy auto na parkingu obok stadionu Sparty i ruszyliśmy w miasto. Jedyne co musieliśmy zrobić w Pradze to zobaczyć jak najwięcej, w jak najszybszym czasie. Pozwiedzaliśmy, porobiliśmy fotki , trochę pokręciliśmy kamerą, wygłupialiśmy się jak zawsze, zjedliśmy hot-dogi z wózka i po około 7 godzinach wróciliśmy na parking. Rozłożyliśmy śpiwory na trawce zaraz obok parkingu i ucięliśmy sobie drzemkę, która to trochę się przeciągnęła i wstaliśmy gdzieś o 2 godziny za późno. Szybko jednak zapakowaliśmy swój majdan i ruszyliśmy w dalszą drogę.

Następnym naszym celem było dojechanie na Koncert do miasta Horni Jiretin - najlepsze jest to, że nie wziąłem ani adresu ani nr tel. do organizatora i dokładnie nie wiedziałem jak nazywa się to miasto i w którym kierunku trzeba jechać, po prostu jak zwykle stwierdziłem, że jakoś to będzie.. hehe. Na szczęście trafiliśmy na miejsce z  godzinnym opóźnieniem. Malutka mieścina -  czeskie punki i dom kultury, czas zatrzymał się gdzieś w 80 roku, ale generalnie klimat był całkiem, całkiem. Ludzi nie było wiele - grało gdzieś około 4 kapel - my byliśmy niby atrakcją z Polski. Sam koncert całkiem udany - przed występem wychyliłem 50-tke rumu z wokalistą z Houby (www.houba.info) ,potem parę piwek, kluczyki przekazałem Czepkowi i było ok.

Potem pojechaliśmy do Usti nad Labem do mieszkania Mihalka i jego kobiety Stefy. Całkiem przyjemne gniazdko, duże i przestrzenne pokoje i całkiem fajnie urządzona chata , czyściutko, prysznic, ciepła woda, kawa, herbata itp., tylko okna się nie otwierały, ale poza tym super.

Na drugi dzień poszliśmy na miasto cos zjeść i trochę pozwiedzać – w błyskawicznym skrócie – Usti to miasto przemysłowe , leżące w górzystym terenie, czyli huty i kopalnie na tle bajecznych gór. Jechaliśmy autobusami na gapę, walnęliśmy kilka czeskich piwek i w drogę. Jeszcze przed wyjazdem wpadliśmy do Punkowej knajpy na 50ml rumu. Jednak barman niechętnie nas obsłużył ponieważ były MS w hokeju i akurat grały pepiki. Później pojechaliśmy do miasta Karlupy nad Vltavou, początkowo impreza miała być w plenerze. Wjechaliśmy do bramy i wtedy się przeżegnaliśmy - klimat tego typu jak byśmy wjechali na ul. Wodną lub jeszcze gorzej. Stała scena, obok sterta śmieci (kanapy, drzwi samochodowe, szyby itp.) Obok cygańskie chatki i ogniska. A w to wszystko wkomponowane były Czeskie punki z 2 metrowymi irokezami. Było jak było, ale w sumie było kaczo i wszystkim powoli udzielał się ten specyficzny klimat. Niestety zaczęło lać jak z cebra i postanowiono przenieść imprezę do klubu. Klub był niezły - były piłkarzyki i co najważniejsze hokej - taki jak miał Mc Gaywer – kapitalna sprawa - chociaż trudna gra. Zagraliśmy koncert , pożegnaliśmy się z Houbą i do domu. Pojechaliśmy jeszcze na stacje i zakupiliśmy tyle piwa, że brakowało już miejsca w aucie - chowaliśmy je wszędzie gdzie się dało - w schowku, w drzwiach, pod fotelami – wesoło było

Ja siedziałem z tyłu z Tomkiem i Szymonem, Czepek prowadził i zmieniał się czasami z Pitrem.

W domu byliśmy rano, ci którzy siedzieli z tyłu byli w półprzytomni...

  

| dodaj komentarz | spis komentarzy |